Legenda tenisa – Rod Laver

Legenda tenisa – Rod Laver

Przyglądając się tenisowemu światu w latach 60. i 70. ubiegłego stulecia, na głównym planie widnieje jedynie sylwetka tenisisty, który na dobre zapisał się na kartach historii białego sportu. Po latach treningów i ciężkiej pracy nastała era jednego z największych tenisowych gigantów – Austarlijczyka Roda Lavera, który pożegnał się już z profesjonalnymi kortami, lecz nadal ma z nimi wiele wspólnego.

 

Młodziutki Rod

Rodney George Laver urodził się 9 sierpnia 1938 roku w Rockhampton w australijskim stanie Queensland. Jest jednym z czworga dzieci Roya i Melby, którzy przekazali synowi miłość do tenisa. Ojciec Roda pochodził z wielodzietnej rodziny, w której wszyscy mieli wiele wspólnego z białym sportem. Sam Roy zawodowo biegał z rakietą po korcie, a na turnieju w mieście Queensland poznał swoją przyszłą żonę. Rodzice jednego z największych w historii tenisistów wspólnie występowali na profesjonalnych kortach w grze pojedynczej jak i podwójnej, osiągając niebywałe wyniki. W ich ślady poszły dzieci, którzy niekiedy stawali po obu stronach siatki. Tak więc Rod, któremu z powodu niskiego wzrostu i częstych chorób nie wróżono tenisowej przyszłości, w wieku sześciu lat zmierzył się z swoim starszym bratem, a w wieku lat trzynastu stanął twarzą w twarz z innym z braci, Bobem, w finale juniorskich mistrzostw Central Queensland. Publiczność oglądała wtedy „Laverowski” pojedynek, w którym to ledwie obejmujący wzrokiem to co się dzieje po drugiej stronie siatki Rod, w ostateczności przegrał bratobójczą walkę. W jakiś czas po tym wydarzeniu, zajadły Rodney został zauważony przez legendarnego tenisistę i trenera – Harryego Hopmana. Wieloletni selekcjoner reprezentacji Australii w Pucharze Davisa zaopiekował się młodym Laverem i szlifował jego nadzwyczajny talent. Hopman jeszcze wtedy nie wiedział, że szkolił przyszłego najlepszego zawodnika globu. Dobrym początkiem by myśleć o Rodzie w taki sposób był trumf w wieku 18 lat w juniorskich mistrzostwach Stanów Zjednoczonych.

Amatorskie sukcesy

Juniorskie osiągnięcia od momentu zwycięstwa w wyżej wspomnianych mistrzostwach USA zaczęły przychodzić częściej i stawały się motorem napędowym do osiągania coraz to lepszych wyników na kortach. W roku 1958 zaskakiwał swoją wyśmienitą formą nie tylko oglądających jego wyczyny, ale również samych zawodników, których bez żadnych problemów odsyłał z kwitkiem. Tak było między innymi podczas turnieju  London’s Queen’s Club Tournament, gdzie nie dał szansy faworytowi Barryemu McKayowi. Laver zakończył spotkanie wynikiem 6:3, 6:3. W tymże również okresie zaczęła się się jego przygoda z Pucharem Davisa. W roku 1959, wraz z Nealem Fraserem i Royem Emersonem odniósł swój pierwszy reperezentacyjny sukces, pokonując Stany Zjednoczone 3:2. Co prawda był to sukces drużynowy, jeżeli jednak patrzeć na ten pojedynek pod względem indywidualnego przygotowania zawodników to 24-letni Laver nie miałby się czym pochwalić. Przegrał wtedy dwa mecze z Alexem Olmedo i Barrym McKayem.

Rok później osiągnął to o czym marzył każdy ówczesny tenisista – tryumf w mistrzostwach Australii. Jego finałowym przeciwnikiem był reprezentacyjny kolega Neale Fraser, który musiał ulec młodszemu o dwa lata Laverowi przegrywając 5:7, 3:6, 6:3, 8:6, 8:6. W tym samym turnieju młody Australijczyk uniósł również trofeum wraz z innym ze swoich rodaków – Robertem Markiem rozprawiwszy się w deblu z parą Emerson – Fraser 1:6, 6:2, 6:4, 6:4. W tym również roku był o krok od zdobycia tytułu w mistrzostwach Stanów Zjednoczonych w grze pojedynczej i podwójej, lecz szyki pokrzyżował mu Neale Freaser, tym samym mszcząc się za finał w Austarlii. Debel Emerson – Fraser również wziął odwet za nieudany występ na początku roku i pokonał parę Laver – Marks. Rok póniej Laver nie zdołał obronić tytułu z Australii, ale dopisał do swojego dorobku zwycięstwo w Wimbledonie, ogrywając Chucka McKinleya w niecałą godzinę. W roku 1962 nadal amatorsko grający Laver, zadziwił świat tenisa ziemnego, wygrywając wszystkie wielkoszlemowe turnieje. Wraz z początkiem roku na antypodach nie dał szans swojego wiecznemu rywalowi – Royowi Emersonowi. Stanął z nim twarzą w twarz również w kolejnym wielkoszlemowym finale w Paryżu i w ostatnim w Nowym Jorku i bez przeszkód mógł unieść ręce w geście zwycięstwa. W Londynie podczas finału Wimbledonu, rozgromił w 52 minuty swojego rodaka Martina Mulligana wynikiem 6:2, 6:1, 6:1. To był bez wątpienia historyczny rok Roda Lavera, a świat przecierał oczy ze zdumienia i jednocześnie bił pokłony w stronę 24-letniego Australijczyka.

„Piegowaty, z jastrzębim nosem i krzywymi nogami Australijczyk jest doskonałym produktem prawie niepokonanego australijskiego systemu, który opiera się na pielęgnowaniu i finansowaniu swoich tenisistów już od kołyski.” – w taki sposób komentowano wówczas postać australijskiego superbohatera.

Od tej wiekopomnej chwili, Laver stał się profesjonalnym graczem. W tamtych czasach tenis wyglądał nieco inaczej i można było tak jak Rod, wygrać więcej turniejów niż dzisiejsi profesjonalni zawodnicy i nadal nosić status „amatora”.

Profesjonalista na korcie

Rod Laver po niezwykle udanym  sezonie w roku 1962, rozpoczął swoją profesjonalną karierę. Przez następnych sześć lat, Australijczyk wygrał trzy turnieje U.S. Pro Tennis Championships (jeden z głównych turniejów tenisowych rozgrywanych jeszcze przed erą Open) w roku 1964, 1966 i 1967. Górował także nad wieloma zawodnikami w innym jednym z najważniejszych turniejów – Wembley Pro, cztery lata z rzędu 1964-67. W międzyczasie nieprzerwanie utrzymywał się na pozycji nr 1. rankingu światowego tenisa wzbogacając swoje statystki o kolejne wygrane mecze przeciwko niebezpiecznemu Kenowi Rosewallowi czy też najlepszej rakiety planety z roku 1952 – Pancho Gonzalezowi. Bez wątpienia w pamięci Lavera i Gonzaleza zapisał się finałowy pojedynek turnieju U.S. Pro w roku 1964. Nad centralnym kortem szalała wtedy przeraźliwa burza, która trawiaste boisko zamieniła w bagno. Pojedynek musiał jednak trwać dalej i w tejże nadzwyczajnej scenerii to Australijczyk zdobył ostateczny i decydujący punkt. Pomimo spektakularnych zwycięstw, nie udało mu się „zgarnąć” ani jednego wielkoszlemowego tytułu.

Z dalekiej podróży

Fani Rodneya „Rocket” Lavera, nie przestawali jednak wierzyć w sukces swojego idola. Prezent jaki przygotował im i sobie Australijczyk podczas finałowej walki na londyńskim korcie Wimbledonu w roku 1968, utwierdził wszystkich w  przekonaniu, iż Rod na dobre wraca do profesjonalnego tenisa. W tym przełomowym pojedynku nie dał szans swojemu rodakowi – Tonyemu Roche. Tak też się stało – wygrana w Londynie była tylko wstępem w książce pt. „Historia lubi się powtarzać – Wielki Szlem 1969”. W tym właśnie roku Laver odtworzył swój epokowy wyczyn sprzed siedmiu lat i  wygrał wszystkie cztery turnieje wielkoszlemowe, zostając pierwszym w historii tenisa zawodnikiem, któremu udało się to osiągnąć. Australijski wirtuoz w ówczesnym sezonie przegrał jedynie 16 spotkań na 122 rozegranych.

Bez wątpienia najważniejszym dla samego Lavera turniejem wspomnainego roku były Mistrzostwa Australii, gdzie na kortach w Brisbane rozgrywał maratońskie pojedynki. Mecze te  można porównać do dzisiejszych, w których spotkykają się tacy „długodystansowcy” jak Djoković czy Nadal. Ówczesny system punktacji, stworzony przez Jamesa Van Alena nie kończył pojedynku na maksymalnie osiągniętych trzynastu gemach. Z tego względu zawodnicy spędzali na kortach niekiedy więcej czasu niż Krzysztof Kolumb na pokładzie Santa Marii podczas swojej pierwszej wyprawy do Ameryki*. Skutkiem tego był między innymi ćwierćfinałowy mecz przeciwko Frederickowi Stolle, w którym drugi set zakończył się wynikiem 18:16. Na dokładkę możemy napisać, iż Laver w półfinałowym pojedynku, w którym po drugiej stronie siatki stanął Tony Roche,  rozegrał mordercze spotkanie wieńcząc je sukcesem w postaci wyniku 7:5, 22:20, 9:11, 1:6, 6:3! W finale konkursu zaś, nie pozwolił sięgnąć po laury Hiszpanowi Andresowi Gimeno.

Drugi wielkoszlemowy turniej, odbywający się w Paryżu poszedł Laverowi nieco łatwiej. Bez problemów przeszedł do finału, pokonując między innymi taki zawodników jak wyżej wspomniany Gimeno, Holendra Toma Okkera czy rodaka Kena Rosewalla.

Motywowany kolejnymi zwycięstwami Australijczyk z wielką pewności podszedł do Wimbledonu. Zawodników z początkowej fazy turnieju odesłał z kwitkiem i bezproblemowo znalazł się w półfinale, który dla oglądających go był wręcz klasykiem. Na jednym z londyńskich kortów Laver pozwolił Arturowi Ashe urwać sobie jedynie pierwszego seta. Kolejne cztery to „Rocket” zapisał na swoje konto, jednocześnie stając przed szansą na obronę tytułu sprzed roku. Niejedni pamiętają okres, kiedy to australijscy tenisiści rządzili światem białego sportu. Zatem niczym niezwykłem były rozgrywane przez Austrlijczyków pojedynki na wysokich szczeblach turniejowej drabinki. W finale, Laver stawił czoła swojemu reprezentacyjnemu koledze – Johnowi Newcombe, który po czterech setach (4:6, 7:5, 4:6, 4:6)   musiał uznać wyższość swojego bardziej doświadczonego rywala.

Do historycznego zwycięstwa i zdobycia Wielkiego Szlema, brakowało 34-letniemu Laverowi jedynie sukcesu w Stanach Zjednoczonych. Sytuacja przybierała podobny bieg jak w ostatnich turniejach wielkoszlemowych. Jedynie w czwartej rundzie Australijczyk stoczył męczący, pięciosetowy pojedynek z Dennisem Ralstonem. Na swojej drodze spotkał również Artura Ashe, który nie zdołał obronić tytułu z roku 1968, a w kolejnym australijskim finale ograł byłego trenera Lleytona Hewitta i Rogera Federera – Tonyego Roche 9:7, 1:6, 2:6, 2:6.

Epokowy tryumf we wszystkich czterech turniejach Wielkiego Szlema to nielada wyczyn, a co dopiero podwójne zwycięstwo. Rok 1962 i 1969 to lata, w których Rod Laver był w formie, której mogą pozazdrościć mu wszyscy zawodnicy. Przez pewien okres, Australijczyk był rekordzistą w ilości wygranych turniejów wielkoszlemowych (13), lecz potem prześcignęli go Björn Borg, Pete Sampras i Roger Federer.

„Najbardziej koncentrowałem się na Australian Open i Wimbledonie. To były dla mnie najważniejsze turnieje w roku. Zawsze starałem się wygrać początkowe fazy, a potem myślałem „co będzie, to będzie”. To było moje motto i ogromnie jestem zadowolony z faktu, iż wygrałem wszystkie cztery turnieje Wielkiego Szlema.” – powiedział w jedym z wywiadów Rod Laver.

Lata 70. sięgającego czterdziestki Lavera

Po wyśmienitym roku 1969, Laver wystąpił jedynie w pięciu turniejach wielkoszlemowych w okresie 1970 – 1972, lecz nie udało mu się choćby po części odtworzyć sukcesów z roku 1962 i 1969. Jedynym pocieszeniem może być fakt, iż został pierwszym zawodnikiem, który przekroczył $200.000 w rocznych zarobkach i przegonił nawet najlepiej zarabiającego golfistę – Lee Trevino. W roku 1971 wygrał turniej Tennis Champions Classic, pokonując w finale Holendra Toma Okkera. Maratońskie pojedynki, do których już przyzwyczaił swoich fanów Laver, powtórzył między innymi w Australii w roku 1973. Ograł wtedy swojego rodaka Johna Newcombe 3:6, 7:5, 6:3, 3:6, 6:4.

W tym samym roku dołączył jako profesjonalny gracz do swojej narodowej kadry w Pucharze Davisa. Drużyna Lavera pokonała 4-1 Czechosłowację, a w finale trafiła na broniącą szóstego tytułu z rzędu ekipę Stanów Zjednoczonych. Już pierwszego dnia w meczach singlowych John Newcombie i Rod Laver dali prowadzenie Australii 2-0 pokonując kolejno Stana Smitha i Toma Gormana. Dzień później, grając razem w deblu, rozgromili amerykańską parę Smith-Dillen 6:1, 6:2, 6:4 i mogli już wtedy zacząć cieszyć się z pokonania niesamowitych przez ostatnie lata Amerykanów. Ogólny wynik tego trzydniowego pojedynku był dość nietypowy jak na finał – australijska drużyna wygrała 5-0.

Kiedy Laver już definitywnie postanowił odłożyć rakietę tenisową na bok i zakończyć karierę w roku 1978, pozostawił po sobie niesamowity dorobek, którego pozazdrościć mu może niejeden tenisista. 11 tytułów wielkoszlemowych w grze pojedynczej i 9 w grze podwójnej, 47 tytułów pro czy absolutny rekord wygranych turniejów w jednym roku – 22. Przez 13 lat znajdował się także w pierwszej dziesiątce światowego rankingu, z czego 7 lat jako numer jeden.

Główny kort jednego z czterech turniejów Wielkiego Szlema – Australian Open nosi nazwę Roda Lavera. Ta nazwa została nadana w roku 2000. Stadion mieści około 15 tys. widzów.

Patryk Osuch

Źródła:

http://www.encyclopedia.com/topic/Rod_Laver.aspx

http://www.hrsport.net/analize/469769/tenis-australian-open/rod-laver-hodajuca-teniska-institucija/

http://en.wikipedia.org/wiki/Rod_Laver_career_statistics

http://en.wikipedia.org/wiki/Rod_Laver

Podobał Ci się ten artykuł?

Dołącz do nas i nie przegap żadnego ciekawego artykułu ani newsu.

Dzięki za zapis.

About The Author

love4tennis.pl to platforma internetowa, która ma łączyć entuzjastów tenisa. Kibiców z Polski z resztą świata. Chcemy czerpać doświadczenia międzynarodowe i przekładać je na polski grunt. Chcemy uczyć się od najlepszych i przekazywać polskim odbiorcom światowe trendy w tenisie. Chcemy wzbogacać wiedzę Naszych polskich kibiców i ludzi związanych z tenisem aby rozwijali się, aby wprowadzali w swój warsztat szkoleniowo-edukacyjny nowe sposoby myślenia i kreacji tenisowej. Chcemy popularyzować tenis w Polsce jako sport otwarty na ludzi.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wyniki na żywo

Wideo Newsy

Sprawdź to

Zajrzyj na facebooka

Wybierz coś dla siebie

Zobacz naszego ebooka

Piłka nożna Livescore

Najświeższe informacje zawsze na facebooku.

Zamknij